poniedziałek, 19 września 2016

Elizabeth

Imię: Elizabeth (w skrócie Ela albo Thea)
Nazwisko: Morgan Harris
Wiek: 17 lat
Narodowość: australijka
Płeć: kobieta
Charakter: Gdyby na początku każdy człowiek dostawał limit błędów do popełnienia na całe swoje życie, Ela dawno by go przekroczyła. Wciąż robi coś nie tak bez względu na to jak bardzo się stara, a zazwyczaj bardzo angażuje się w powierzone jej zadanie, wkładając w to co robi całą energię. Można by powiedzieć, że za bardzo jej zależy, dosłownie na wszystkim. Uczy się za dużo, z niezmąconym uporem wciąż próbuje wszystko i wszystkich doskonale zrozumieć. Lecz mimo to przez cały czas napotyka przed sobą niezliczone przeszkody. Przyjaciele się od niej odwracają, często wdaje się w kłótnie i odzywa się w najmniej odpowiedni sposób, w chwilach w których powinna milczeć. Choć wydaje się, że wszystkie niepowodzenia nie robią na niej większego wrażenia, każdą porażkę mocno przeżywa. Przez to często płacze, jednak to nie znaczy, że zawsze chodzi smutna. Kiedy się uśmiecha cała jej twarz promieniuje szczęściem, którym stara się zarazić każdego w jej otoczeniu. Jest też bardzo bezpośrednia i szczera, a to z dodatkiem jej dużej pewności siebie skutkuje wieloma kompromitującymi dla niej sytuacjami w których stanowczo lepiej dla niej byłoby gdyby siedziała cicho. Tak, Thea zdecydowanie mówi za dużo. Mimo wszystko zawsze stara się być miła. Ma bardzo bujną wyobraźnię i bardzo często nie potrafi odróżnić świata marzeń do rzeczywistości.
Rysopis: W tłumie innych dziewczyn Ela nie potrafi powstrzymać się od oceniania. Bez przerwy porównuje się do innych i zazwyczaj dochodzi do wniosku, że jest po prostu brzydka. Niema szczupłych, długich palców, uważa, że jej uda są stanowczo za grube i nigdy nie odważyłaby się pokazać w bikini. Nie jest nieśmiała jednak jej niska samoocena nie pozwala jej pozbyć się myśli, że jej wygląd zostanie wyśmiany. Jej włosy zawsze sterczą na wszystkie strony, bez względu na to jak wiele razy przeczesywałaby je palcami, co robi bardzo często kiedy się denerwuje.
Partner: Thea desperacko pragnie być kochana, jednak nie wierzy, że znajdzie się ktoś kto obdarzy ją takim uczuciem.
Głos: Chrissy Costanza
Nr pokoju: 152
Klub: II
Poziom: 0
Koń:
Inne:
● uwielbia gotować, ale nienawidzi jeść (chciałaby schudnąć)
● kocha niespodzianki i prezenty, ale woli dawać niż dostawać
● pachnie wanilią
● ma strasznie uczulenie na orzechy i na pyłki
● bardzo lubi mglistą, deszczową pogodę jeśli ma pod ręką dobrą książkę i kubek herbaty, którą pije bez przerwy, czasami dolewając do niej alkoholu
● nie pali, a dym papierosowy bardzo ją drażni, ale pod łóżkiem zawsze trzyma butelkę dobrej Whiskey
● ma koszmary i często cierpi na bezsenność - gdyby tylko mogła nie spałaby w ogóle
Nick: Qunnin

niedziela, 18 września 2016

Od Katherine

Dźwięk roztrzaskiwanego szkła rozległ się na całą stołówkę. Towarzyszył mu mój wrzask. Oczy wszystkich były zwrócone na mnie trzymającą w dłoni połowę filiżanki, już bez herbaty. Nieźle się poparzyłam, nie powiem. Kto robi taką gorącą herbatę? I takie kruche filiżanki? Boże. Od dziś nie piję tej herbaty. Westchnęłam i ugryzłam kanapkę z jakimś dziwnym dżemem niewiadomego smaku. Smaczne. Zjadłam ją i zorientowałam się, że jestem ostatnia. Jeszcze się spóźnię! Wzięłam drugą kanapkę na drogę i pobiegłam do szkoły zostawiając za sobą herbatowe ślady.

Ziewnęłam. Oczy mi się zamykały, a brzuch bolał niemiłosiernie. Umrę. W dodatku nauczyciele szczególnie upodobali sobie mnie do odpowiedzi. Mówi się trudno. Od końca lekcji dzieliła mnie tylko literatura. Tylko gdzie ona jest? Błądziłam po korytarzach, mimo że było już po dzwonku. Wreszcie rozpoznałam klasę od tego przedmiotu, tylko że nikogo w niej nie było. Zrezygnowana usiadłam w losowej ławce i położyłam na niej swoją głowę. Tak, zasnęłam. Obudziłam się jakieś pół godziny później, jeszcze było przed dzwonkiem kończącym lekcję. Spanikowana wypadłam z klasy. Mój wzrok napotkał na tablicy ogłoszeń kartkę informującą, że literatura została odwołana. Jaka ulga. Nie mogłam przyjść tu od razu? A morał z tego taki, że serio, ludzie, nie śpijcie na ławkach, bo niewygodnie.

Od Harrego CD Annemarie

Dziewczyna była tak szczęśliwa, że wyglądała jakby nie zdawała sobie zupełnie sprawy z tego, że jest tak okropnie zimno. Jej piękne szare oczy świeciły się jak kryształy. Widać, że nie spodziewała się znaleźć tak szybko swojej zguby. Dopiero po chwili, na drżących z zimna nogach, podeszła do mnie na tyle blisko, i cmoknęła mnie w policzek, że poczułem bijący od niej chłód. Powinienem zdjąć z siebie sweter i dać go jej, żeby nie zamarzła na śmierć. Wzdrygnąłem się kładąc prawą rękę na klatkę piersiową,poźniej dotykając przez materiał wszystkich blizn. Miałem pod spodem tylko podkoszulkę z prześwitującego materiału. Anne zdążyła się już cofnąć i stała teraz przy ławce, tuląc do twarzy wilgotny i lekko zabrudzony szal.
-Chodź...- powiedziałem zachrypniętym głosem. Blondynka posłusznie podeszła do mnie. Przylgnęła swoim bokiem do mojego. Była jak zimna jak lód. Bez dużego sprzeciwu z jej strony, objąłem ją ściśle ramieniem. - Wybacz, że nie będę romantykiem i nie oddam ci swojego odziania. Może innym razem.
-Wątpię, żeby inny raz nastąpił. - zaśmiała się, chociaż brzmiało to bardziej jak kaszel. - Wracajmy już do szkoły, i tak jesteśmy spóźnieni.
Ruszyliśmy sprawnym krokiem, w kierunku gmachu szkoły. Przeszliśmy te kilka minut w zupełnej ciszy, wsłuchując się w szum drzew rosnących w parku. Przed samym wejściem prawie przewróciliśmy się na śliskiej od rosy posadzce. Uwolniłem Annemarie z uścisku dopiero przed drzwiami, w których później ją przepuściłem. Zaskrzypiały przeraźliwie, przez co skrzywiłem się mimowolnie.
- Jak myślisz, zdążymy wypić jeszcze po filiżance kawy lub herbaty? - potarłem o siebie zgrabiałe dłonie, chuchając delikatnie.

<Anne?>

Od Natalie CD Annemarie

Zaraz po odniesieniu tej głupiej książki, wybrałam się do stajni. Dawno nie jeździłam, a miałam ochotę chociaż po przebywać z końmi. Kto mi w końcu zabroni? Ta... chyba tłum uczniów. Tak. Dobrze przeczytałeś - tłum uczniów. Gdy tylko wyszłam z budynku i skierowałam się do stajni, mój wzrok przykuł tłum uczniów, którzy okrążyli jakąś furgonetkę. Niestety mój wzrok nie pozwalał mi ujrzenia tego, czego inni widzą. Zdenerwowana tym faktem zaczęłam się przepychać między ludźmi, aż znalazłam się na przodzie. Zignorowałam wszystkie złowrogie spojrzenia, czy pogróżki, wyzwiska kierowane w moją stronę. Wyprostowałam się dopiero wtedy, gdy byłam na samym przodzie i zobaczyłam gniadą klacz, zapewne rasy angielskiej. Była piękna, jak i nie okiełznana. Zaczęła wierzgać i stawać dęba. Stajenny miał nawet problem z utrzymaniem jej, jednak pomogło mu trzech mężczyzn, którzy wyszli parę sekund temu z samochodu. Po chwili usłyszałam jakąś kobietę, chyba dyrektorka. Poprosiła o miejsce dla siebie. Większość się odsunęła, ale ja byłam w tej drugiej grupie, która dalej stała w miejscu jak wryci w ziemię. Przechyliłam delikatnie głowę w bok, gdy moje spojrzenie i klaczy się skrzyżowały. Była piękna. Z tego co słyszałam nazywali ją Nebula. Jak mogli tak oszpecić konia? to nie dorzeczne. Aż chciałam ich wyzwać, ale się opanowałam. Dlaczego? Po zaraz wszyscy uczniowie zaczęli odchodzić co przykuła na chwilę moją uwagę. Zaczynali się rozchodzić, a gdy ponownie spojrzałam na konia i ludzi przy nim, zapomniałam o mojej złości. Dyrektorka rozmawiała z jednym człowiekiem, a reszta zaczęła odprowadzać konia do stajni.

<Annemaria?>

Od Annemarie CD Natalie

- Nie ma sprawy - mruknęłam pod nosem do pleców oddalającej się dziewczyny.
Blondynka z grubą książką pod pachą prędko zniknęła za zakrętem, idąc prosto do biblioteki. Jakaś bezużyteczna myśl, że uratowałam jej tyłek po tym jak mnie potraktowała, zaplątała się w moim umyśle i wbrew sobie wywołała delikatny uśmiech na ustach. Poprawiłam torbę na ramieniu, po czym ruszyłam w przeciwną stronę, stwierdziwszy, że im wcześniej skończę zadane zadania, tym więcej będę mieć czasu dla siebie. O tej porze w kawiarni nie powinno być dużo ludzi, ewentualnie ci, którzy myślą podobnie do mnie. Idąc korytarzem tuż przy samych drzwiach wejściowych, do moich uszu dotarły podniecone głosy. One i towarzyszące im rżenie konia zdawały się dobiegać gdzieś z poza budynku. Kompletnie zapominając o swoim postanowieniu, zaintrygowana wyjrzałam na zewnątrz. Było cieplej niż zwykle, ale moją uwagę przykuła przyczepa do przewozu koni, a wokół niej wianuszek ciekawskich. Zbliżyłam się do ciasno zbitego tłumku, ale nie było szans, abym dostała się do środka. Podskakując, udało mi się zobaczyć tylko gniady łeb przestraszonego zwierzęcia.
- Odsuńcie się, proszę - Usłyszałam opanowany, ale lekko podniesiony głos Laury Huber.
Większość posłusznie wykonała polecenie i ktoś o mało mnie nie zdeptał. Teraz przynajmniej mogłam sprawdzić, co się działo. Przed przyczepą stała elegancka, gniada klacz, a stajenny trzymaj ją za kantar. Rozglądała się niepewnie, zarzucając łbem. O uszy obiło mi się słowo ,,Nebula", więc należało zakładać, że tak właśnie miała na imię. Nagle w tłumie dostrzegłam znajomy blond kucyk.

Natalie?

Od Natalie CD Annemarie

Tego dnia o dziwo nie spóźniałam się na lekcję. Dlaczego? Tym razem zostałam w szkole, siedziałam na ławce i słuchałam dzwonka. To pomogło. Nawet nauczyciele się dziwili, dlaczego jestem tym razem punktualna, gdzie zazwyczaj spóźniałam się parę minut. Niektórzy nauczyciele nawet sami się spóźniali, abym zdążyła do klasy, co mnie dosyć bawiło. Albo musieli mnie tak bardzo lubić, albo byli tak bardzo głupi. Wszystko możliwe. Przed ostatnią lekcją pobiegłam do pokoju, skąd wzięłam książkę, aby oddać ją do biblioteki. Nie mam zamiaru tym razem oddawać znaczków, za nie oddanie książki w czasie. Zostawiłam gruby tom na ławce, w której siedziałam, a na samym końcu lekcji zbierając wszystko z ławki, zapomniałam o niej. U mnie to nic dziwnego. Wyszłam z klasy całkowicie bujając w chmurach, gdy nagle przypomniałam sobie o książce. Oczywiście moje myśli były takie, gdzie ona mogła być? Byłam w stu procentach pewna, że zabrałam ją z pokoju. Ale w tej chwili nie wiedziałam, gdzie ją zostawiłam. Zaczęłam pytać się kolejnych uczniów o ową książkę, jednak każda odpowiedzieć była negatywna. Gdy jakiś chłopak odpowiedział mi, że pewnie ją zgubiłam, za plecami usłyszałam jakiś głos.
- Zgubiłaś ją? - od razu się uśmiechnęłam, gdyż to było zabawne. Najpierw ci ktoś mówi, że pewnie zgubiłaś książkę, a tu nagle odwracasz się i widzisz osobę z twoją książką, która pyta, czy jej nie zgubiłaś.
- Co? Książkę? - musiałam się upewnić. Na mojej twarzy widniało rozbawienie, które najwidoczniej nie podobało się dziewczynie. Ale nie przejęłam się tym.
- A na co ci to wygląda? - mruknęła, przewracając oczami. - Chyba musisz ją odnieść do biblioteki - zauważyła z przekąsem. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam, po czym wyrwałam z jej dłoni ten przedmiot.
- Super! Myślałam, że ja zgubiłam! - zaśmiałam się ze swojej głupoty. Dziewczyna pewnie myślała, że z niej. A niech myśli co chcesz. To ja w tej chwili byłam ta głupszą. W sumie jak zawsze. - Gdzie ją znalazłaś? - zapytałam zaciekawiona chowając książkę do torby.
- Zostawiłaś na ławce - tym razem jej głos bł spokojniejszy, ale... czułam się, jakby patrzyła na idiotkę.
- O ja pieprze! Ale za mnie idiotka! - zaśmiałam się ponownie. Jeszcze raz rzuciłam szybkie "dzięki" na pożegnanie, po czym ruszyłam do biblioteki.

<Annemaria?>

Od Flynna CD Katherine

Podrapałem się w zamyśleniu po głowie, zastanawiając się jak powiedzieć rudowłosej, że nie przepadam za końmi. Pewnie nawet gdyby nie alergia nie byłbym miłośnikiem zwierząt. Wyciągnąłem długie ręce do góry, przeciągając się powoli, żeby zaoszczędzić na czasie. Ale dziewczyna była tak podniecona, że nawet tego nie dostrzegła.
- Ten jest spoko - Wskazałem kciukiem na pierwszego lepszego konia.
Katherine kiwnęła twierdząco głową i chyba oczekiwała na jakieś poświadczenie tego, co powiedziałem. Wzruszyłem tylko ramionami i od niechcenia podszedłem do boksu gniadego ogiera, by niepewnie przesunąć opuszkami palców po jego pysku. Wszystko byłoby dość wiarygodne, gdyby nagle drobinki kurzu, czy jak tam to opisywał mój alergolog, nie zakręciły mnie w nosie. Zbyt późno przycisnąłem rękaw swetra do twarzy i głośno kichnąłem. Kilka końskich głów wyjrzało, aby sprawdzić co wydało ten hałas.
- Wybacz - mruknąłem, odruchowo unosząc barki. - Coś mnie dorwało. To przez tą pogodę - Potarłem zaczerwienione oczy.
- Nie ma sprawy, ostatnio rzeczywiście jest tu zimno - odparła niczego nie podejrzewając albo tak mi się zdawało.
Zbliżyła się do konia, którego przypadkowo określiłem jako swojego ulubionego i spokojnie pogładziła go po chrapach. Jej ruchu były delikatne i czułe, zupełnie jakby robiła to od zawsze.
- Co dzisiaj mamy? Niedzielę? - przerwałem ciszę.
- Sobotę - poprawiła mnie z leciutkim uśmiechem. - A co?
- Dziś jest moja kolej, żeby podlać roślinki - Rozłożyłem ręce i nic nie poradziłem na to, że uśmiechnąłem się zawadiacko.
Dziewczyna przerwała dotąd wykonywaną czynność i zerknęła na mnie z powątpiewaniem.
- To znaczy, że musisz iść? - zapytała, unosząc jedną brew.
- Ta, do zobaczenia na obiadokolacji albo wcześniej - Mrugnąłem i nieco zbyt szybko wyszedłem ze stajni.
Całą powrotną drogę do budynku kichałem jak opętany. Wykorzystałem całe opakowanie chusteczek.

Kat?