wtorek, 20 września 2016

Od Natalie CD Harrego

Chłopak był dziwny. Nie chciał mi pożyczyć zeszytu, dlaczego? Dowiedziałam się tego, gdy go do tego przekonałam i chciałam sprawdzić ile mam do przepisania. Okazało się, że i on nic nie notował, także wróciłam do niego. Stanął w miejscu i spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem.
- Trzymaj - podałam mu bezużyteczny zeszyt, po czym po prostu go wyminęłam. Zdążyłam dogonić jeszcze jakiegoś przypadkowego ucznia z mojej klasy. Jego imienia także nie znałam, ale to nie był powód, dla którego nie miałabym go prosić o zeszyt. On mi go dał bez żadnych "ale". I tym razem zeszyt był zapisany. Gdy sprawdziłam ilość tekstu, aż się przeraziłam. Całe dwie strony? No chyba go coś jebło... Trudno. Jakoś skrócę, nie mam zamiaru dostać kolejnej jedynki. Po za tym nie powiedział ile mam przepisać. Podziękowałam mu za zeszyt po czym zbiegłam po schodach. Tym razem to był koniec lekcji - w końcu. Miałam zamiar pójść na stołówkę i napić się kawy, a potem... zobaczy się. Zbiegając po schodach omal się nie wywaliłam, bo oczywiście mam jakieś krzywe nogi, które plączą się o siebie. Na szczęście zdążyłam przytrzymać się poręczu, słysząc przy tym parę śmiechów. Sama zaś przeklęłam i się krótko zaśmiałam, po czym weszłam do stołówki.

<Harry?>

Od Harrego CD Natalie

- Nie, wybacz. - odparłem wymijając ją. Nie działały na mnie żadne sztuczki - zalotne uśmiechy czy spojrzenia. Chwyciłem mocniej w dłoni książki i ruszyłem w kierunku wyjścia, za resztą klasy. Nie zrobiłem dwóch kroków, kiedy tam sama dziewczyna, która przed chwilą złapała mnie za ramię, zablokowała mi przejście w drzwiach. - Jakiś problem?
Zbiłem ją z tropu, grzecznością z jaką zadałem jej pytanie. Nie było w nim żadnego sarkazmu czy ironii. Widać było, że zbiera myśli, bo po dłuższej chwili odpowiedziała:
- To tylko zeszyt, no weź.
-Jak ci tak bardzo zależy... - westchnąłem przeciągle. Wyjąłem ze sterty książek granatowy notes i podałem go blondynce. - Czy teraz mogę już wyjść na przerwę?
- Dziękuję. - odpowiedziała ustępując na bok. Kiwnąłem w pozdrowieniu głową i wyszedłem na korytarz, który pełen był wesołych i rozgadanych uczniów. Nie minęła chwila, kiedy usłyszałem z głębi holu, znajomy już mi głos.
-Ej, ale ten zeszyt jest pusty! Stój!
Zaśmiałem się pod nosem. Nie tylko ona dzisiaj w ogóle nie słuchała na lekcji.

<Natalie?>

Od Annemarie CD Victora

Rozśmieszona wydęłam usta i machnęłam lekceważąco ręką, w wyniku czego przypadkowo dotknęłam nią jego dłoni. Gdy nasze palce zetknęły się z sobą, przez moje ciało przeszedł jakby impuls elektryczny, ciepły i niezbyt przyjemny. Schowałam rękę za siebie, uśmiechając się do niego półgębkiem.
- To nie twoja wina - powiedziałam szybko.
Ale gdyby nie przyszedł, nie pracowałabym z nim, gdyby mnie wtedy nie złapał, pewnie siedziałabym teraz u pielęgniarki.
- Na pewno się dogadamy - Naprawdę w to wierzyłam albo chciałam wierzyć.
Wymusiłam kiepski uśmiech na pożegnanie i prędko weszłam do budynku, bo choć byłam na świeżym powietrzu, nie mogłam złapać oddechu. Skoro wszyscy poszli, to dlaczego ja nie miałabym tego zrobić? Pokręciłam ze zrezygnowanie głową, puszczając wreszcie klamkę, której zachłannie uczepiły się moje dłonie. Tak jak stałam, skręciłam w korytarz, który schodami wiódł zaznajomioną z nim osobę na piętro. Ja zdążyłam się już nauczyć wszystkich przejść, rozmieszczeń pokoi tej części pałacyku, więc poruszałem się po niej w miarę pewnie. Do drugiego skrzydła nie zaglądałam, przeważnie dlatego, że były tam prywatne pomieszczenia właścicieli, magazyny i tajemnicze drzwi z szafami prowadzącymi do Narnii. Wspięłam się po skrzypiących schodach, które kiedyś przeznaczone były dla służby. Nikt tędy nie chodził, główne schody w holu były drogą krótszą i przyjemniejszą. Odliczałam w pamięci mijane zakurzone obrazy, przedstawiające biblijne sceny i piękne damy, żeby trafić do pokoiku. Ta posiadłość miała w sobie jakąś magię. Stojąc w wejściu do swojego skromnie urządzonego lokum, wdychałam przesiąknięty starością, niezwykły zapach domu. Za oknem szarzało, leniwie zbliżał się zmieszch. W uszach dźwięczała mi delikatna, rozkoszna melodia. Z westchnieniem zamknęłam powieki, po czym rozebrałam się do nagiej skóry. Odkręciłam kurek, aby ogrzać strumień wody w łazience, ale przypomniałam sobie, że nie wzięłam z sypialni ręcznika. Wróciłam się natychmiast i zauważyłam, że ktoś zmienił komplet pościeli. Robiono to raz na trzy dni, kiedy wszyscy uczniowie byli na zajęciach. Nagle poczułam na sobie czyjeś spojrzenie i o mało nie wrzasnęłam z przerażenia. Ręcznik opuściłam na brzuch, a dłońmi zakryłam nieosłonięte niczym piersi. Zakłopotany Victor cofnął się na korytarz, wkładając ręce do kieszeni bluzy.
- Przepraszam, ja... nie wiedziałem. Drzwi były uchylone, więc pomyślałem - zacisnął mocniej szczękę - Idiota ze mnie, wybacz - Próbował złapać moje oczy, jakby chcąc się upewnić czy chowają urazę, ale mnie miałam odwagi podnieść na niego wzroku.
- Chciałam wziąć prysznic - wyjąkałam cicho, płonąc ze wstydu.
- Pójdę już - mruknął, odwracając się.
- Poczekaj - zawołałam zanim zdążył odejść.
Zaskoczony uniósł brwi. To musiało zabrzmieć... niedorzecznie. Wołałam go po co, skoro stałam przed nim kompletnie obnażona? Nie przemyślałam tego.
- Możemy omówić ten... scenariusz, jak się ubiorę - prawie szeptałam.
Malinowy rumieniec wykwitł na moich policzkach.

Vic?

Od Natalie CD Harrego

Algebra - jak ja jej nienawidziłam. Gdybym ją kochała tak samo jak jej nienawidzę świat byłby piękniejszy... Ale nie jest. Musiałam jakoś przeżyć te nudne gadanie o liczbach czy co to tam było. Oczywiście jak to ja znowu się spóźniłam. Dlaczego? Bo siedziałam w pokoju i piłam kawę. Znowu z mojej głowy wyleciało to, że nie skończyłam lekcji. I tak w ostatniej chwili wbiegłam do klasy, gdy nauczyciel sprawdzał obecność. Usiadłam w swojej ławce, gdzieś tam mniej więcej po środku, po czym popatrzyłam na tablicę. Patrzyłam na nią pustym wzrokiem, aż w końcu znudziło i znużyła mnie ta bezsensowna czynność. Moja głowa opadła i uderzyłam dosyć mocno o ławkę. Pomasowałam obolałe miejsce, po czym wyrwałam z zeszytu pierwszą lepszą kartkę. Ołówek leżał na książce, niestety przypadkiem go strąciłam. Wylądował dokładnie pod krzesłem tego, który siedział za mną. Odwróciłam się nie zważając na mówiącego nauczyciela.
- Przepraszam, mógłbyś podać mi ołówek? Leży dokładnie, pod twoim krzesłem... - uśmiechnęłam się miło. Chłopak wyglądał jakby ocknął się z jakiejś hipnozy. Najpierw patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem i dopiero po chwili schylił się po przedmiot. Podziękowałam i wróciłam do swojej czynności. Czyli? Zaczęłam sobie po prostu rysować. A co? Moje ulubione karykatury nauczycieli. Robiłam to przez cała lekcję. Zapomniałam nawet spisywać wszystko, co było w zeszycie. I co się musiało stać? Oczywiście nauczyciel nastraszył mnie, że jeśli tego nie uzupełnię wpisze mi jedynkę. Normalnie to bym się tym nie przejęła, jednak jak na razie moje oceny z algebry to cztery jedynki i dwie trójki. Musze się jakoś podciągnąć, prawda? Jakoś zawsze zapominam się pouczyć... no dobra. Nie chce mi się, a że koleś nie umie tłumaczyć to już jego sprawa. Gdy usłyszeliśmy dzwonek, wszyscy ruszyli w stronę wyjścia. Zatrzymałam na końcu tego chłopaka, który siedział za mną. Złapałam go za ramię.
- Ej, ty! - nie wiedziałam jak ma na imię, więc jak miałam go zawołać? - Pożyczyłbyś mi może zeszyt? Spisze lekcje i za jakiś czas ci oddam - "jak nie zapomnę" dodałam w myślach z promiennym uśmiechem.

<Harry?>

poniedziałek, 19 września 2016

Od Harrego CD Annemarie

Bez zastanowienia chwyciłem serwetkę. Kiwnąłem głową w geście podziękowania i spojrzałem na swoje krocze. Mimowolnie wykrzywiłem usta w uśmiechu, patrząc na ogromną, mokrą plamę. Dzięki Bogu, że to nie był wrzątek, bo zostałbym bez swojej godności. Teraz już śmiałem się na głos jak zupełny wariat.
-Naprawdę nie chciałam... Wszystko w porządku? - zapytała nie patrząc mi w oczy, a na blat, lśniący w złotym napoju. Kawałkiem papieru, który miałem w ręku zacząłem wycierać stół, uśmiechając się cały czas. - Ktoś już ci mówił, że jesteś świrnięty?
- Nie, jesteś pierwsza. - odpowiedziałem chwytając za swoją filiżankę, której nie udało się jej przewrócić - Chyba będę musiał się przebrać. Co na to powiesz?
Odstawiłem kubek i podniosłem się z krzesła, przesuwając nim po płytkach, robiąc przy tym dużo hałasu. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, nie chcąc patrzeć na morką powierzchnę jeansów.
- Hmm, zdejmę je tutaj, żeby nie iść po całej akademii w tej okropnej plamie, która wygląda jakbym się posikał, co? - zacząłem ceremonialnie rozpinać suwak
- Błagam cię, przestań! - zawołała rzucając we mnie wilgotną serwetą. Spojrzałem na nią śmiejącymi się oczami i usiadłem ponownie na stołku. - Nie wierzę, że siedzę tutaj z tobą.
- Wiara czyni cuda. Muszę cię na chwilę przeprosić, ale idę zapalić. - wyjąłem z kieszeni spodni paczkę papierosów i wyciągnąłem ją w kierunku Anne - Poczęstujesz się?

<Anne?>

Od Annemarie CD Harrego

Docisnęłam boleśnie zaczerwienione czubki palców do policzków, żeby powstrzymać szczękające zęby. Ubłocony i wilgotny szalik już opierścieniał moje ramiona. Szłam przy Harrym, zdając się pochłaniać jego ciepło jak kostka lodu, dając się mu prowadzić za rączkę jak małe dziecko. Moje ciało drgnęło impulsywnie, kiedy przyciągnął mnie do siebie, zamykając w silnym uścisku. Nie byłam na to przygotowana. Rozluźniłam się nieco, poczuwszy od niego delikatny zapach tytoniu i ziaren kawy. Normalnie taka mieszanka wywołałaby u mnie wymioty, ale ta była przyjemna, więc tylko mocniej wtuliłam nos w jego sweter. Jak bezwładną kukiełkę wciągnął mnie do środka i popatrzył na mnie pytająco.
- Chyba nam się należy - odparłam cichutko, rozglądając się po oświetlonym kryształowym żyrandolem holu, jakbym widziała go po raz pierwszy.
- Lekcje się już zaczęły - zauważył zupełnie nieprzejęty tym faktem.
Moment za długo wpatrywałam się w jego twarz, a gdy ruszył w stronę kawiarni, wyciągnęłam dłoń, by dotknąć jego ramienia, szybko ją jednak cofnęłam i przygryzłam niewinnie dolną wargę.
- Przeze mnie spóźnisz się na pierwsze zajęcia tutaj - jęknęłam, ale chłopak nie zwolnił kroku.
Poruszył jedynie barkami, kiedy dreptałam obok, nieudolnie starając się nadążyć za jego długimi nogami. Przemierzyliśmy długość ciemnego, oświetlonego tylko w nielicznych miejscach kamiennymi kinkietami korytarz. Przepuścił mnie w drzwiach wiodących do obszernego, przytulnego pomieszczenia nadal pachnącego skończonym posiłkiem, zastawionego krzesłami i stolikami. Gosposia krzątała się wśród wiklinowych mebli, sprzątając resztki śniadań, a kiedy ujrzała nas w przejściu, westchnęła coś o rozpuszczonych dzieciakach, ale potem zostawiła nas samych.
- Kawy? - zapytał, unosząc brwi.
Postawił przed sobą błękitną filiżankę, a druga jego ręka zawisła w powietrzu, cierpliwie oczekując odpowiedzi.
- Herbaty poproszę - Usadowiłam się na siedzeniu przy oknie, lecz zerwałam się z miejsca, kiedy chłopak chciał uprzejmie zanieść mi wypełnione płynnym bursztynem naczynie.
W połowie drogi do stolika wyjęłam mu spodek z dłoni, by z filiżanką móc wrócić tam, gdzie przycupnęłam chwilę temu. Usiedliśmy vis á vis, nagle onieśmielona spuściłam wzrok na idealny okrąg letniej herbaty.
- Pójdziemy na drugą lekcję - zapewnił, pociągając łyk kofeiny.
Pokiwałam głową i zdałam sobie sprawę, że nadal mam na sobie szczęśliwie odnaleziony szal. Chcąc odłożyć go na przeszklony blat, przypadkiem trąciłam stojącą tam filiżankę herbaty. Zareagowałam zbyt późno, w rezultacie łapiąc tylko powietrze, gdy zawartość naczynia wylała się na spodnie Harrego.
- Bardzo przepraszam! - pisnęłam, przyciskając rękę do ust.
Podając mu papierową serwetkę, moje poliki ogrzał gorejący pąs.

Harry?

Od Harrego

Uwielbiam wtorki. Pomimo wczesnego wstawania, które nie służy za bardzo mojemu zdrowiu i stanu samopoczucia, we wtorek mam ochotę wstać z łóżka. Lekcje zaczynam o ósmej, ale po czterech godzinach, w tym dwóch literatury, której nienawidzę, kończę zajęcia. Wszystko dzięki zwolnieniu z zajęć jazdy konnej.
Jak już mówiłem, pobudka o godzinie siódmej to istna męczarnia dla mnie. Budzik, który specjalnie wieczorem ustawiłem w najdalej oddalonym punkcie od mojego łóżka, wył przeraźliwie. Nakryłem się kołdrą i zdusiłem krzyk w poduszkę. Alarm świdrował wnętrze mojej głowy, więc jak najszybciej wyskoczyłem z posłania i rzuciłem się z rękoma na urządzenie. Jednym sprawnym ruchem sprawiłem, że umilkło. Odstawiłem je delikatnie z powrotem i nakręciłem. Szkoda było mi czasu, więc z nierozpakowanej jeszcze walizki wyjąłem czysty t-shirt i jakieś zwykłe jeansy. Przed wyjściem spryskałem się perfumami i założyłem swojego złotego rolexa na prawą rękę, chociaż powinno się nosić zegarki na lewej. Na korytarzu panowała jeszcze cisza, więc istniała nadzieja, że będę jednym z pierwszych, którzy zjawią się na śniadaniu. Nie myliłem się. Przy stoliku, umiejscowionym w kącie sali siedział jakiś chłopak zajadając się jajecznicą. Ja jednak wybrałem dzisiaj coś lżejszego - croissanta i oczywiście kubełek kawy. Delektując się posiłkiem, przejrzałem pocztę na telefonie oraz social media. Trzymając w ręku naczynie pełne wrzątku scrollowałem tablicę na facebooku. Mój były najlepszy przyjaciel miał wczoraj urodziny, jak mogłem zapomnieć. Główna strona zawalona była zdjęciami z imprezki. Przełknąłem porcję napoju, jednak na tyle niezdarnie, że część wylałem na stół i na spodnie. Podniosłem się szybko i opuściłem stołówkę, do której schodziło się coraz więcej uczniów. Miałem jeszcze kwadrans, więc na spokojnie przebrałem ubrudzone odzienie i zabierając potrzebne na pierwszą lekcje książki, opuściłem już po raz drugi tego ranka mój pokój, z moim łóżeczkiem, które jakby krzyczało, żebym do niego wrócił.
Do sali, w której odbywać miała się algebra trafiłem bez problemu i w dodatku idealnie na czas. Dzwonek zadzwonił, kiedy ja stanąłem przed drzwiami. Uczniowie stłoczeni przy wejściu do klasy, weszli do środka i zajęli swoje miejsca. Ja zrobiłem to jako ostatni. Wypatrzyłem sobie miejsce w ostatniej ławce, które zostało wolne, i zająłem miejsce. Nauczyciel na chwilę opuścił pomieszczenie, więc wśród nastolatków zapanowało lekkie zamieszanie.
- Przepraszam, mógłbyś podać mi ołówek? Leży dokładnie, pod twoim krzesłem... - wyrwał mnie z zamyślenia głos dziewczyny, siedzącej przede mną.

<Elizabeth?Natalie?>